Drżyj, gdy inni są zachłanni… | LifeWays | world famous money ideas

Drżyj, gdy inni są zachłanni…

“Drżyj, gdy inni są zachłanni. Bądź zachłanny, gdy inni drżą.” /Warren Buffet/

Z każdej strony uderza nas słowo “kryzys”. Gdyby stworzyć ranking najbardziej zdeprecjonowanych pojęć pierwszej dekady XXI wieku, to z zamkniętymi oczami obstawiałabym “kryzys”.

Kryzysy zawsze były, są i będą. Nie ma o co rozdzierać szat. Tak jak, mimo powszechnie dyskutowanego globalnego ocieplenia, po jesieni przychodzi zima; tak po okresie rozkwitu gospodarki musi przyjść recesja. A rynki finansowe w gospodarkę są oczywiście wplecione nieodłącznie. I scenariusz dla obu jest zawsze taki sam – góra, dół, góra, dół, góra, dół… Co ciekawe, to rynek pokazuje co będzie się działo z gospodarką. Nie na odwrót.

Lata dwudzieste ubiegłego wieku – gospodarka amerykańska pręży muskuły i pomaga w odbudowie Europy, pożycza krajom za oceanem pieniądze, których te potrzebują na odbudowę, licząc na ogromny potencjał eksportowy.
“American dream” trwa w najlepsze, na giełdę wchodzą kolejne nowe spółki, a ich akcje rozchodzą się z prędkością błyskawicy. Chętnych na zostanie kolejnym J. Rockefellerem nie brakuje. Nie jest to też specjalnie trudne – kursy akcji bez końca idą w górę, nie można nie zarobić – nie można też zarobionych pieniędzy nie wydać na luksusowe auto czy dom. Skoro wszystko idzie tak fantastycznie, to przyda się kredyt po to, by móc zainwestować i zarobić jeszcze więcej. Niestety kursy akcji przedsiębiorstw już dawno przestały mieć cokolwiek wspólnego z ich biznesową efektywnością. No i skoro góra już była, to nadszedł w końcu czas na dół – 24 października 1929 roku. Czarny czwartek. W ciągu jednego dnia mnóstwo ludzi traci pieniądze całego swojego życia. Co gorsza, traci też kredyty całego swojego życia. Banki upadają, a ich klienci pozostają z niczym. Falowo rośnie bezrobocie. Brzmi znajomo?
Amerykańska bańka była tak ogromnie napompowana, że kryzys przelał się również na resztę świata – głównie Europę – i potrzebne były aż dwie dekady do powrotu indeksów na poziom sprzed „czarnego czwartku”.

Pamiętny okres 2007-2008 to ostatni wielki krach na giełdzie. I mimo, że w ciągu tych prawie 100 lat pomiędzy były hossy i bessy, tak według większości ekonomistów to właśnie ten ostatni, w swojej wielkości niechlubnie dorównuje „czarnemu czwartkowi”.

Gdzie jesteśmy teraz? Co pokazują indeksy? Ano to, że od dłuższego czasu poruszamy się w trendzie bocznym. Na WIG-u nie dzieje się nic wielkiego, nie ma spektakularnych wzrostów, nie ma zwiększonej ilości wizyt u kardiologów spowodowanych dramatycznymi spadkami. Nuda. Czy jest to zatem dobry moment na to żeby zacząć wpłacać w fundusze inwestycyjne? Jeśli przeczytamy parę artykułów prasowych w sekcjach “finanse”, posłuchamy audycji radiowych, gdzie rozżalony prezydent Kwaśniewski opowiada, że “dał się kiedyś naciągnąć na fundusze inwestycyjne, bardzo poważne, bo prowadzone przez poważne banki,
ale przyszedł kryzys i wszyscy stracili” lub co gorsza urządzimy sobie wieczorny maraton z serwisami informacyjnymi, to wszędobylskie słowo “kryzys” sprawi, że jedyne co będziemy mieli ochotę zrobić z posiadanymi pieniędzmi, to wydać wszystkie nadwyżki jak najszybciej zanim zeżre je inflacja (ci bardziej krewcy i szukający pretekstów do wymiany telewizora w salonie na nowszy), wrzucić na lokatę bankową, co by doczekać czasów aż ładnie wszystko pójdzie w górę, w telewizji pojawią się reklamy funduszy inwestycyjnych i wtedy wpaść po uszy albo zwyczajnie upchać je w materacu i spać ze strzelbą pod poduszką.

Długo utrzymujący się trend boczny niesie ze sobą dobre przesłanie – im dłuższy okres takiego “niewiadomoco”, tym mocniejsze jest później wybicie. I raczej nie uda się wejść idealnie w momencie największego spadku i wyjść w chwili, gdy byk jest na szczycie. Ale żeby nie było – życzę tego z całego serca wszystkim!

Warren Buffet, który nota bene przestrzega wszystkich przed naśladowaniem go w inwestycjach, kiedyś powiedział: “Drżyj, gdy inni są zachłanni. Bądź zachłanny, gdy inni drżą.”
Trzeciej opcji nie ma, a zera same się nie dopiszą. A zatem?

Ala Moderska

Zespół Analiz Rynkowych i Inwestycji Kapitałowych