Emerytalny rosół | LifeWays | world famous money ideas

Emerytalny rosół

„Czy chcesz zjadać zupę innych?“ 

czyli o obawach emerytalnych rosnących proporcjonalnie do permanentnego braku działania.

Postanawiasz ugotować rosół. Rozpoczynasz od biegu po zakupy. Z rozpiską wpadasz na najlepszy targ w mieście. Kupujesz świeże mięso z kurczaka, włoszczyznę, tuzin wiejskich jajek i kilogram mąki na makaron. Wkraczasz do akcji w kuchni i rozpoczynasz cały rytuał związany z przyrządzaniem bulionu. Dodajesz wszystkie składniki po kolei do garnka, starannie dobierasz przyprawy. Poświęcasz zupie kilka godzin, ale wiesz, że warto – będzie wyśmienita. Zwieńczasz swoje dzieło natką pietruszki, przygotowujesz talerz, podnosisz pokrywkę i już prawie witasz się z gąską, ale… Twoją porcję dostaje ktoś inny.

Analogia między kulejącym systemem emerytalnym a popisami w kuchni jest prosta. Do garnka ZUS-u najlepsze kąski wrzucają osoby aktywne zawodowo. Składki odprowadzane przez każdego z nas nie czekają jednak aż przestaniemy pracować. Te składki dają talerz rosołu teraźniejszym emerytom. No to nam kiedyś też ktoś ugotuje garnek zupy!

Ale o tłustym rosole możemy zapomnieć. Dzisiaj w Polsce dla jednego emeryta gotują cztery osoby, za 30 lat proporcje będą wynosić 1:1. Najrozsądniejszą decyzją wydaje się zatem zbieranie zapasów na własną rękę.

 

Badanie przeprowadzone przez firmę „Accenture“ w 2012 roku, pokazuje że na tle innych państw uczestniczących w ankiecie, Polacy pokładają zdecydowanie największe zaufanie w systemie emerytalnym. 

Tylko 12% z nas uważa, że na emeryturze będzie musiało polegać wyłącznie na sobie. Jesteśmy przekonani, że o nasz finansowy byt po zakończeniu kariery zawodowej zadba państwo. Dla kontrastu, prawie 1/3 Amerykanów czuje się stuprocentowo odpowiedzialna za stan swojego konta na emeryturze, a 42% twierdzi, że aby utrzymać założony poziom życia, będzie musiało pokryć ponad połowę kosztów z własnej kieszeni. Również w społeczeństwach krajów mniej rozwiniętych niż Stany Zjednoczone – Indiach, Meksyku czy Rosji – poziom odpowiedzialności za siebie i swoje finanse znacząco przewyższa ten, który reprezentują Polacy. 

 

Niestety, biorąc pod uwagę przywołany wyżej galopujący niż demograficzny, musimy czym prędzej zdjąć z nosa różowe okulary. Tym bardziej, iż to samo badanie wykazało, że aż 82% wszystkich respondentów przyznało, że obawia się o grubość swojego portfela na emeryturze. Wniosek zatem jest dość prosty: boimy się, że egzystencja od pierwszego do pierwszego będzie po zakończeniu kariery zawodowej luksusem, na który nie będzie nas stać. Z drugiej jednak strony liczymy, że jakoś to będzie

 Dalsza część raportu „Accenture“ potwierdza, że mamy do czynienia z ogromnym problemem globalnym. 

57% respondentów jest przekonanych, że ich poziom życia na emeryturze ulegnie znacznemu obniżeniu i zaledwie 29% wierzy, że państwowe świadczenia pozwolą im na utrzymanie dotychczasowych standardów. Jednocześnie, jeśli badani już decydują się na podjęcie wyzwania zabezpieczenia emerytury na własną rękę, tylko 16% z nich czuje się pewnie w swoich działaniach, a aż 60% ma świadomość, że oszczędza za mało, by po ukończeniu wieku emerytalnego żyć, a nie tylko egzystować na krawędzi. Powodem takiego stanu w dużej mierze jest dobór nieodpowiednich produktów finansowych. I tak jak w przyrodzie nie istnieje coś takiego jak najlepsze rozwiązanie finansowe, tak istnieje najlepsze rozwiązanie finansowe do danej sytuacji,warunków i okoliczności. 

Chęć oszczędzania na emeryturę ma aż 95% uczestników badań. 32% z nich deklaruje, że rozpocznie takowe w ciągu najbliższych trzech lat. Co czwarta osoba deklaruje, że odkładałaby w tym celu 20% swoich miesięcznych przychodów przed opodatkowaniem, a 1/5 badanych nawet więcej. 

Problem tkwi jednak w wyborze środka transportu, który ma dowieźć do celu podróży. Aż 64% badanych jako pierwsze miejsce lokowania pieniędzy wskazuje konto oszczędnościowe w banku, 30% kupiłoby dodatkową nieruchomość oprócz głównej, w której zamieszkuje, a 29% po prostu miałoby dom na własność – w jaki sposób ma on zabezpieczyć ich wydatki na emeryturze, tego nie wiedzą chyba nawet oni sami, a tym bardziej ja.

Zatrzymajmy się jednak na chwilę przy wyborze zdecydowanej większości badanych – koncie oszczędnościowym, które wystawimy na próbę w nierównej walce.

PRZYKŁAD
Przyjmijmy, że pozostało nam 30 lat do przejścia na emeryturę. Chcielibyśmy otrzymywać co miesiąc dodatek do emerytury z ZUS-u w wysokości 1.500 zł.
Ile będzie wart 1.500 zł za 30 lat?
Pieniądze zamknięte w najlepszym sejfie nie są bezpieczne. Nawet jeśli uda się je ochronić przed rabunkiem, niechybnie poddadzą się wpływowi inflacji.

Na potrzeby wyliczeń przyjmujemy inflację na poziomie 3,5% rocznie.
Zatem 1.500 zł za 30 lat będzie miał siłę nabywczą równą dzisiejszej kwocie
534,42 zł.
Jaka suma będzie równowartością dzisiejszego 1.500 zł za 30 lat?
Równowartością dzisiejszej kwoty 1.500 zł, będzie za 30 lat 4.210,19 zł.

Jeśli chcemy co miesiąc dostawać do emerytury realne 1.500 zł, oznacza to,
że rocznie potrzebować będziemy 50.522,28 zł (4.210,19 zł x 12 m-cy).
Zakładamy, że są to coroczne odsetki od kapitału pracującego na lokacie 5%.

Ile pieniędzy musimy w takim układzie umieścić w banku? 

Kwotę wyliczamy z proporcji i wyniesie ona 1.010.445,60 zł. Znamy zatem już cel – celem jest uzbieranie w ciągu 30 lat, które pozostały do przejścia na emeryturę, kwoty 1.010.445,60 zł, którą będzie można umieścić na lokacie bankowej i na emeryturze żyć tylko i wyłącznie z odestek, nie konsumując kapitału, który może być później przekazany dzieciom, wnukom lub służyć jako ewentualny ratunek finansowy w trudnych okolicznościach.

Znamy już cel podróży, teraz pozostaje wybrać środek transportu. Jeśli wybieramy rower (konto oszczędnościowe w banku oprocentowane na 3,5%) to przez 30 lat musimy co miesiąc odkładać kwotę 1.585,59 zł. Jeśli decydujemy się na podróż PKS-em (lokata bankowa/obligacje oprocentowane na 6%) to comiesięczne zobowiązanie zmniejsza się do 1.000,90 zł. Jeśli natomiast decydujemy się Bugatti Veyrona wśród przedstawionych tutaj rozwiązań – formę oszczędzania opartą o fundusze inwestycyjne – i przyjmujemy zysk na poziomie 8% średniorocznie, to składka zjeżdża do 673,50 zł.

Pewnie wielu z Was kręci się teraz na krześle, myśląc, że przecież fundusze to wariant strasznie ryzykowny. A ja powiem – tak samo ryzykownym jest wsiadanie za kierownicę Bugatti Veyrona osoby, która dzień wcześniej rzutem na taśmę, zdała egzamin na prawo jazdy. W rękach doświadczonego kierowcy, ten sam Veyron będzie niesamowicie przyjemnym, bezpiecznym i szybkim środkiem transportu.
Bugatti może się nie podobać mimo oszałamiających osiągów i wyglądu, jest drogie w utrzymaniu i pali więcej niż auta wszystkich mieszkańców Szwajcarii razem wziętych. Można zostać w klimatach PKS-u, bp w końcu w erze powstających masowo bus pasów, pozwala na omijanie korków, a wtedy nawet zapachy drażniące nozdrza wydają się mniej straszne. Można w końcu cieszyć się podróżą rowerem i wdychać świeże powietrze, ale jednocześnie marznąć, kiedy zacina deszcz i hula wiatr.

Najgorsze, co można zrobić, to nie rozpocząć podróży w ogóle.

Ala Moderska

Zespół Analiz Rynkowych i Inwestycji Kapitałowych